Historia

przez

Zapewne wielu z Was pamięta poradnię diabetologiczną dla dzieci w klinice przy Wrońskiego. A sytuację remontu jednego z gabinetów lekarskich , kiedy to w jednym gabinecie przedzielonym parawanem  musiały jednocześnie przyjmować dwie lekarki ?Dziwne, ale nie pamiętam kto wtedy przyjął mnie. Natomiast znakomicie zapamiętałam, że w drugiej części gabinetu przyjmowała starsza lekarka. W pewnym momencie usłyszałam jak mówi ona do matki młodej pacjentki :”Nasmażyła Pani pączków? Postawiła talerz z nią na stole? To co się Pani dziwi, że dziecko zjadło?” Oczywiście koniecznym było, abyśmy coraz większą porcję odpowiedzialności za swoje wyniki przejmowali w miarę wzrastania, ale też jako dzieciaki potrzebowaliśmy jeszcze trochę dzielić ją z bliskimi. Pani Doktor Helena dobrze to rozumiała,  w przeciwieństwie do niektórych lekarzy- pełnych dobrej woli  i zaangażowanych- którzy chcieli od nas tej odpowiedzialności od razu. Konsultacje u niej pamiętam jako pełne zrozumienia (chociaż była tam wtedy jedną ze starszych) oraz ciepłych ,choć stanowczych, wymagań.

Z dr Łucją  rozmawiało się po partnersku. Czułam, że rozmowa z nią jest na równi, że wspólnie zastanawiamy się co jest nie tak. Nie były jej też obojętne jakieś nasze poza-cukrzycowe kłopoty czy sukcesy. Pracowała dosyć krótko i dokądś wyjechała.

Wtedy lekarz z tytułem magistra, nieco później- Doktor Nauk Medycznych , a teraz Profesor Estera. Zawsze z troską  i zaangażowaniem  podchodziła do małych i trochę większych diabetyków. Potrafiła  się pochylić nad czyjąś historią. Starała się być pomocną w różnych sytuacjach. Zadziwia mnie, że po tylu latach wciąż jeszcze pamięta jak mam na imię.

Z  jedną diabetolożką  miałam kłopot. Wydawała mi się bardzo ostra i nie wiedziałam zwykle jak z nią rozmawiać. Jednak kiedy byłam już na studiach i potrzebowałam z poradni jakichś papierów, zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Otrzymałam od niej wtedy prawdziwe wsparcie.
Po prostu pomogła mi załatwić to, czego potrzebowałam.

Byli jeszcze inni lekarze. Właściwie to głównie lekarki. Wszystkim zależało na naszym zdrowiu. Przepraszam tych, których tu nie wymieniłam. Mam wielki szacunek do ich pracy. Także do pracy pielęgniarek i na przykład wychowawców na koloniach cukrzycowych. Zapamiętałam Darka i Sławka, którzy traktowali mnie jak pół-kadrę. Do tego wszyscy współ-pacjenci i współ-koloniści:. Pamiętam Dorotę, Magdę, Romka, Jarka, Wojtka, Krzysia…

Sentymentalnie, co?  Myślę jednak, że czasem warto sobie uświadomić ilu Ludzi za nami stoi. Właściwie murem.

 

*Na potrzeby tego tekstu imiona Lekarek zostały zmienione.

urbegal

Partnerzy


Reklama

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.