Koń by się uśmiał ;-D

przez

autor: urbegal

Wydaje mi się, że my cukrzycy gdzieś z tyłu głowy mamy myśl o tym, że cukrzyca to w gruncie rzeczy nic wesołego, że potrafi być wredna i podstępna. Ale pewnie dużo zależy od tego jak sami do niej podchodzimy. Na pewno nie można jej lekceważyć ale odrobina dystansu – jak sądzę – może pomóc w ułożeniu się z chorobą.

Zakładam, że co najmniej połowie z Was przydarzyło się minimum raz coś  zabawnego związanego, mniej lub bardziej z Waszą cukrzycą. Serdecznie zachęcam do podzielenia się opisami takich sytuacji. Jestem ciekawa, czy moje założenie jest słuszne? Wierzę w Wasze poczucie humoru. Do dzieła 🙂

Tak się składa, że jako dziecko właściwie co wakacje bywałam w Krakowie. Uwielbiałam się po nim szwendać Kiedy się to zdarzyło co zaraz opowiem, liczyłam już sobie roków piętnaście. Nie pamiętam co się stało, że trafiłam do Kina Apollo (pewnie w ślad za plakatem) i nabyłam bilet na film wybrany kompletnie intuicyjnie. To był „Blaszany Bębenek”’ (miałam kiedyś nosa do filmów). Do projekcji zostało sporo czasu, książki ze sobą nie wzięłam i pozostało mi spacerowanie. Tu nadmienię, że moja kochana krakowska rodzina dbała wzorowo o moje cukrzycowe wyposażenie. W tamtej chwili robiłam okrążenia wokół Sukiennic (tak wiem, czysty banał). W pewnym momencie dostrzegłam kątem oka kilku wyrostków (tak…, nie wiem czy nie byli przypadkiem starsi ode mnie – wtedy wyglądałam na starszą). Najwyraźniej zmawiali się lub zakładali. Właściwie jedno drugiemu nie przeczy. Po naradzie jeden z nich podszedł do mnie i zapytał (w pytaniu zawarł był niezbyt elegancki „żart”):

– Przepraszam panią, gdzie o tej porze… (tu znów potrzebujemy kontekstu: są lata 80-te. Sklepów całodobowych jak na lekarstwo a pozostałe czynne standardowo. Jest ok godz. 20). Gdzie ja o tej porze mógłbym cukier kupić, bo chciałbym konika nakarmić. Dla uzasadnienia podwójnej intencji wskazał na nieszczęsnego żywiciela dorożkarza. Na co ja:

– Wie pan, nie umiem panu powiedzieć, gdzie o tej porze można nabyć cukier ale proszę zaczekać… i zagłębiłam dłoń w mojej sporej torebce. Po chwili wyciągnęłam z niej garść cukru w kostkach i wręczyłam delikwentowi z uśmiechem:

– Proszę 🙂

Koledzy nieszczęśnika tarzali się ze śmiechu po bruku krakowskiego Rynku.

.

Partnerzy


Reklama

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.