Opowieść w 3 częściach – LUDZIE ZZA PARAWANU

przez

PIERWSZA CZĘŚĆ

Po śląsku, znaczy po ludzku.

 

Rok 1984.Wakacje. Początek mojej cukrzycy i szpital w Raciborzu. Całe trzy tygodnie wakacji.

Oprócz mojej kochanej rodziny, wielkim wsparciem w tym czasie dla mnie była osiemnastoletnia dziewczyna, która dorabiała sobie tam jako salowa. To Ewa nauczyła mnie nie gubić się w labiryntach tamtejszych piwnic. To ona zapraszała mnie do wspólnego rozwiązywania krzyżówek i  nazywała „talencikiem”. To ona prowadziła mnie na wszelkie badania. To ona wspomagała pielęgniarki  w pracy ( na przykład przy karmieniu noworodków) i pozwalała mi w tym czynnie uczestniczyć. Mnie. Dwunastolatce. Czułam się przez to  ważniejsza i prawie nie koncentrowałam się na chorobie. Przede wszystkim Ewa była wesoła i energiczna. Często śmiała się i żartowała, ale można też było z nią poważnie porozmawiać. Jej otwartość była ożywcza i pomocna. Ciekawe jak teraz wygląda ona i jej życie. Gdzie się podziewa?  Wspaniałe wrażenie wywarła na mnie nie tylko ta jedna „ślunska baba”. Nie mam pojęcia skąd się wziął jakiś przesąd o wredności śląskich kobiet! Ja miałam wręcz przeciwne doświadczenia. Nigdzie i nigdy więcej nie spotkało mnie tyle ciepła i troski (nie zawodowej – takiej  prywatnej, ludzkiej). Jedna z nich przyniosła mi nawet z domu lampkę, żebym mogła czytać wieczorami. Fakt. Na edukatorki  diabetologiczne to one by się nie nadawały. Byłam wtedy szczupła    i  pamiętam, że śniadanie przygotowywały mi na płaskim talerzu jak do drugiego dania i nakładały po trochę wszystkiego, co było (rok 1984, kryzys). Łącznie z dżemem J Miały widoczną satysfakcję         z dokarmiania mnie. Najwyraźniej uważały mnie za chudzinę, choć byłam jedynie szczupła.                                        Ordynator tego oddziału też starał się dla mnie wyczarować , co tylko mógł z dostępnego naonczas sprzętu. A przecież to był spory oddział. Z dziećmi od noworodków po nastolatki. Doskwierały braki kadrowe (szczególnie jeśli chodzi o pielęgniarki).

Gdziekolwiek jesteście- DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA.

Podobno za dużo już reminiscencji na tej stronie. Mam jednak cichą nadzieję, że one są  po coś. Tym razem chcę Was zaprosić do zatrzymania się i zauważenia, ilu wspaniałych Ludzi  wspierało nas i wspiera zza parawanu naszej diabetes mellitus typ 1. Kto to był i jest w Waszej „historii choroby” takim „dźwigarem”?

 

urbegal

Partnerzy


Reklama

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.